Muszę przyznać, że sytuacja panny Crimson zrobiła wrażenie na wszystkich. Nikt do tej pory nie miał na tyle impetu, by zażądać przeniesienia do innego domu. I wciąż nie ma. A ona po prostu z dnia na dzień stała się jedną z nas. Ale Hogwart, jak to Hogwart, dość szybko się przyzwyczaił. Tylko Puchoni łypali na nas spode łba. Cóż, my od dawien dawna mieliśmy wielkich dowcipnisi: Huncwotów, Weasleyów, a teraz ukradliśmy im ich najlepszą żartownisię. Cóż, w miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone.
Nadszedł w końcu mój ulubiony dzień w roku: Noc Duchów. Uwielbiałem tę atmosferę. Tym razem profesor Dumbledore zgodził się wcielić w życie mój pomysł, by każdy się za coś przebrał. Dopilnować tego mieli opiekunowie domów: gdy zamigota im przed oczyma jakiś nieprzebrany gówniak, odejmuje się punkty. No, jak się bawić, to się bawić.
Siedziałem na kolacji przebrany za wielkiego pająka (Ron za wszelką cenę starał się na mnie nie patrzeć), pogryzając żelki - gałki oczne i czekając na moich nieodłącznych partnerów w zbrodni. Po chwili poczułem klepnięcie w ramię i zobaczyłem, jak wielka zakrwawiona podpaska wrzeszczy do mnie: - Lee, paskudo, tylko tyle wymyśliłeś?!
- Siadaj, Kerstin, ty mugolska podpasko! - przewróciłem oczamii pociągnąłem ją za skrawek stroju na miejsce obok siebie. Pokazałem jej palcem na purpurowego ze złości profesora Snape'a, który patrzył morderczym wzrokiem na wszystkich poprzebieranych za niego. Parsknęliśmy śmiechem. Po jakimś czasie do Wielkiej Sali weszli bliźniacy... w swoim codziennym wydaniu.
- Panowie Weasley! - krzyknęła profesor McGonagall. - Dlaczego się nie przebraliście?!
- Jak to się... - zapowietrzył się Fred.
- Nie przebraliśmy?! - skończył jego oburzony bliźniak.
- Ja przebrałem się za George'a! - wypiął buntowniczo pierś Gred.
- A ja za Freda! - zamachał gwałtownie rękoma Forge.
Nauczycielce zabrakło słów, a pomieszczenie wypełniło się śmiechem zebranych. Marchewki usiadły uśmiechnięte naprzeciwko nas.
- Nie wysililiście się. - skwitowała blondi.
- Ale wykazaliście się sprytem, inteligencją i odwagą, co kwalifikuje was do niejednego domu w tej oto Szkole Magii i Czarodziejstwa... - zacząłem wygłaszać mowę patetycznym tonem, ale przerwało mi bolesne uderzenie książką w potylicę.
- Och, ucisz się wreszcie! - warknęła Hermiona, czyli siedząca obok mnie oprawczyni.
Nadąsałem się, a moi przyjaciele przybili z młodą piątki.
W tym momencie nasz dyrektor podszedł do mównicy i poprosił o uwagę.
- Drodzy uczniowie! Jak wiecie, w tym roku odwołaliśmy szkolne rozgrywki quidditcha. Czas ogłosić przyczynę. Otóż odbędzie się u nas... Turniej Trójmagiczny! Jutro przyjadą do nas przedstawiciele szkół w Beauxbatons i Durmstrangu. Obiektywny sędzia wybierze spośród każdej szkoły jednego reprezentanta. Ale, ponieważ udział w Turnieju jest niezwykle ryzykowny, zgłaszać się do niego mogą jedynie pełnoletni uczniowie. Oswójcie się z tą nowiną, zasuwając pyszną kolację!
- Zgłaszamy się, nie? - szepnął do nas konspiracyjnie Zgred.
- No pewnie, brachu! - poczochrałem go po głowie.
- Coś czuję, że nie uda nam się oszukać tego sędziego co do wieku. - pokręciła powątpiewajaco głową Crimson.
- Ale spróbować trzeba! - wyszczerzył się zawadiacko Ford i zaczął wsuwać sorbet malinowy.
- Eliksir Postarzający? - Fred uniósł jedną brew.
- Łatwy do zdobycia. - przytaknąłem.
- A także wykrycia. - syknęła nasza przyjaciółka.
- Aj, przesadzasz. - rzekł terapeutycznym tonem George.
- Hmm... Kerstin, mogę prosić cię na chwilę? - do naszego stołu podszedł sławny Cedric Diggory.
- Jasne, czemu nie? - uśmiechnęła się do niego nasza mała, wstała i wyszła wraz z nim z Wielkiej Sali. Uno momento do sceny zazdrości...
- Po co ona wyszła z tym palantem?!! - wrzasnął Gred, rozwalając trzymane w ręku ciastko.
- Bo ją o to poprosił? - zapytałem retorycznie.
- Możemy to sprawdzić. - zachichotał Forge i pociągnął brata za rękę w kierunku wyjścia. Niechętnie postanowiłem być tym rozważnym i ruszyłem za nimi. Dołączyłem do przycupniętych za rogiem bliźniaków przysłuchujących się rozmowie parki siedzącej na schodach.
- ... i pomyślałem, że może byśmy razem wyskoczyli do Hogsmeade. - podrapał się po karku ten wymuskany bubek, próbując zastosować na dziewczynie swój urok.
- Ale dlaczego? - Kers zbiła go z tropu.
- No... Bo...
- No wyduś to z siebie. Dlaczego dopiero teraz, odkąd trzymam z chłopakami? A może to dlatego, że przeniosłam się do innego domu, a ty lubisz egzotykę? No? Bo jak zaprosiłam cię na randkę w trzeciej klasie, to postanowiłeś to z godnością zignorować! - ostatnie zdanie napluła mu w twarz.
- Ale Kerstin... Ja... Byłem głupi... - zaczął się biedaczek jąkać.
Zgred już nie wytrzymał i wyszedł z ukrycia.
- Dalej jesteś głupi. - rzucił pewnie, podchodząc do nich. Ced spojrzał na niego zaskoczony. - I zapewne dlatego ona się z tobą nie umówi.
- Nie tylko dlatego. - zaprzeczyła blondynka. - Także dlatego, że już kogoś mam.
- No i właś... - zamilkł na początku zdania zmieszany Fred.
- Jak już załatwisz w nim sprawy, to czekam w łóżku. - mrugnęła zalotnie do Greda i odchodząc, pocałowała go w policzek. Bliźniakom i mi opadły kopary, a Puchon wydawał się rozczarowany. Po chwili jednak Zgred odzyskał rezon.
- Jeśli jeszcze raz będziesz zaczepiał moją dziewczynę, to skończysz jak ten kurczak. - wycedził, przytykając mu różdżkę do gardła.
- Jaki kurczak? - zamrugał zdezorientowany Cedric.
- Ten w twoich spodniach. - uśmiechnął się wrednie Fred i odszedł, a przestraszony Diggory zajrzał w swoje majtki. Dotknął penisa i gwałtownie pobladł.
- Czy on zmienił jego fiuta we flaka? - prawie zaszlochałem z męskiego współczucia.
- Mnie nie pytaj, ja nawet nie wiedziałem, że jest takie zaklęcie. - Ford przełknął głośno ślinę.
Tymczasem Ced ruszył dziwnym krokiem w kierunku Skrzydła Szpitalnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zanim skrytykujecie, zastanówcie się poważnie, czy chcecie narazić się na bombowy gniew!