- Kerstin! - szepnęła gorączkowo Emily, koleżanka z dormitorium.
- Co? - wymamrotałam z ustami pełnymi jajecznicy.
- Patrzą się na ciebie! - aż się biedna zarumieniła. Spojrzałam na nią długo i uważnie, zastanawiając się, czy mówi o narglach, których na początku śniadania szukała pod naszym stołem Luna Lovegood.
- Ale kto? - zapytałam spokojnie i z matczyną troską przyłożyłam jej dłoń do czoła.
- No bliźniacy Weasley! - fuknęła na mnie. Podążyłam wzrokiem ku stole Gryfonów i faktycznie, patrzyli na mnie wyszczerzeni. Przewróciłam oczami i ich zignorowałam, za to popatrzyłam z wyczekiwaniem na przystępującego właśnie do konsumpcji swojej owsianki Snape'a. Ein, zwei, drei... BUM! Petarda, którą tam wcześniej niepostrzeżenie wrzuciłam, rozpryskała zawartość miski na zszokowanego mistrza eliksirów i siedzących obok niego dyrektora oraz panią Hooch. Zgromadzeni w Wielkiej Sali zamarli. Ja się uśmiechnęłam i wróciłam do jedzenia jajecznicy.
- PANNO CRIMSON!!! - wrzasnęła zirytowana profesor Sprout i ruszyła gwałtownie w moją stronę.
- Oho. - mruknęłam i ku zdumieniu wszystkich zabrałam swój talerz, i razem z nim rozpoczęłam pospieszną ewakuację z pomieszczenia. Przebiegając obok stołu Slytherinu, wrzuciłam jajecznicę za kołnierz szaty Draco Malfoya, co spowodowało ogólną radość wśród uczniów. Opiekunka mojego domu była coraz bliżej. Rzuciłam talerz na podłogę i prześlizgnęłam się na nim aż do wyjścia. Panicznie zaczęłam uciekać w bliżej nieznanym mi kierunku. O nie, dopiero pierwszy tydzień nauki, a już pewnie chcą odebrać z 50 punktów. Dysząc, dobiegłam do portretu Grubej Damy.
- Hasło? - uniosła jedną brew.
Emm...
- Musztarda. - bąknęłam bez zastanowienia. Obraz na mnie fuknął i odchylił przejście do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Wpadłam tam i skierowałam się w stronę dormitorium. Wpakowałam się do pierwszego lepszego pokoju pod przypadkowe łóżko. Zamierzałam spędzić tu resztę życia.
- Chłopaki, to było ODJECHANE! - usłyszałam rozentuzjazmowany głos naszego szkolnego spikera, Lee Jordana, a po chwili drzwi się otworzyły i do środka weszły trzy osoby.
- Tak, ona jest cudowna. - westchnął rozmarzony Fred i rzucił się na łóżko, pod którym byłam.
- Żeby porwać się na Snape'a... I jeszcze uciekać przed swoją opiekunką... - rzekł z podziwem jego brat.
- Ciekawe, gdzie ona się ukrywa. - zamyślił się Lee.
- Tutaj. - zachichotałam, łapiąc Greda za zwisającą nogę, a ten krzyknął i podskoczył ze strachu, przez co spadł z łóżka i wylądował obok mnie. Spojrzeliśmy sobie w oczy.
- Jak się tutaj dostałaś? - spytał zdziwiony niemożebnie George.
- Pewnie nie uwierzycie, ale przez przypadek. - wzruszyłam ramionami.
- I co teraz zamierzasz? - zapytał Zgred.
- Nie ruszam się stąd do końca życia. - odparłam buntowniczo.
- Przecież musisz chodzić na lekcje... - wybąkał zaskoczony Jordan.
- Ja nic nie muszę! - warknęłam. - Ja co najwyżej mogę.
- A jak zachce ci się siku? - no, Forge przynajmniej pyta o poważne kwestie.
- No tak. - podrapałam się po brodzie. - Z tym może być problem.
- To nocnik, kuweta czy pieluchomajty? - spojrzał na mnie badawczo Fred. Razem z chłopcami roześmialiśmy się.
-Raczej zawieszenie w obowiązkach uczniowskich. - otarłam wyimaginowaną łezkę i mężnie wyczołgałam się spod łóżka, próbując przeturlać się przez rudzielca, jednak ten złapał mnie w pasie, gdy byłam na nim, i teraz stykaliśmy się nosami.
- Spokojnie, Kers, będzie dobrze. Powiem, że jestem współwinny. - zaproponował rozbawiony.
- Nie, odbiorą wam punkty. - zaprotestowałam.
- Odbiorą prędzej czy później, co za różnica. - prychnął Gred. - A na mnie przynajmniej spłynie część zasług.
- To następnym razem, jak wspólnie spłatamy figla. - pocałowałam go w czoło i żwawo wstałam. - No, to idę.
- Pamiętaj, że cię kochaliśmy. - chlipnął Lee.
- Przez pięć lat jakoś nie zauważaliście mojego istnienia. - stwierdziłam z przekąsem i dumnie wymaszerowałam z ich dormitorium.
- Crimson, poczekaj! - zawołał za mną Ford i chwycił mnie za rękę, żebym się zatrzymała. Cały Pokój Wspólny patrzył na nas jak na sensację roku. - Nie wiem, jakim cudem przez tyle lat nie widzieliśmy skarbu, który mieliśmy pod nosem, ale proszę, nie złość się. - wyjęczał błagalnie.
- Właśnie, nie możesz zostawić rozkochanego Zgreda! - zaszlochał jego brat, który za nami wypadł, przez co Gryfoni wybuchli śmiechem.
Pokręciłam głową z politowaniem, poczochrałam im włosy i rzekłam czule: - No już dobrze, a teraz nie rozrabiajcie za bardzo, a ja idę odebrać szlaban.
Odwróciłam się na pięcie i odważnie pomaszerowałam ku wyjściu, żegnana pełnym uznania wzrokiem Gryfonów. Skierowałam się w kierunku gabinetu profesor Sprout... która czekała na mnie pod drzwiami z morderczym wzrokiem. Przełknęłam głośno ślinę i podeszłam do niej z nieśmiałym uśmiechem.
- MINUS 50 PUNKTÓW DLA HUFFLEPUFFU ZA OWSIANKĘ WE WŁOSACH SNAPE'A, KTÓRY BĘDZIE SIĘ TERAZ NA MNIE MŚCIŁ, MINUS 20 ZA OCHLAPANIE DYREKTORA, 10 ZA PROFESOR HOOCH, 5 ZA POTRAKTOWANIE MALFOYA JAJECZNICĄ, 15 ZA UCIECZKĘ I SZLABAN CODZIENNIE DO KOŃCA MIESIĄCA U PANI POMFREY!! - wywrzeszczała na jednym wydechu i zatrzasnęła głośno drzwi, pozostawiając mnie oszołomioną na korytarzu. 100 punktów... Puchoni mnie zabiją. O nie, mowy nie ma, za żadne skarby się już tam nie pokażę. Z buńczuczną miną wpadłam do gabinetu pani profesor JużMINERVYpuszczają.
- O, panno Crim...
- Chcę przepisać się do Gryffindoru. - przerwałam jej.
- Słucham? - wybąkała zdumiona. - Regulamin nie przewiduje czegoś takiego...
- Nie szkodzi. Od dzisiaj mieszkam z Gryfonami i chodzę z nimi na lekcje. - stwierdziłam stanowczo i nie czekając na jej reakcję, wyszłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zanim skrytykujecie, zastanówcie się poważnie, czy chcecie narazić się na bombowy gniew!