- Jak to od teraz jesteś w Gryffindorze? - zapytałem zdumiony po tym, jak nasza nowa przyjaciółka wróciła jak burza do pokoju, bezceremonialnie zepchnęła mnie z mojego łóżka, sama się na nim rozłożyła i jak gdyby nigdy nic oznajmiła nam, że podziwiamy nową Gryfonkę.
- Normalnie. - wzruszyła ramionami. - Przecież to nonsens, żeby jakiś wyświechtany łach decydował o siedmiu latach z naszego życia. Człowiek naturalnie z wiekiem się zmienia i te cechy, które u mnie dominowały wcześniej, teraz odsunęły się w cień innych.
- No ja rozumiem, a co na to profesor McGonagall? - spytał Jordan spośród swoich wysypanych ubrań. Szukał czegoś do pisania.
- Accio długopis. - mruknął George i po chwili pożądany przedmiot wpadł w jego ręce. Podał go kumplowi.
- Noo... Nie zdążyła zaprotestować. - zachichotała nerwowo Kerstin.
- I zamierzasz mieszkać tu z nami? - uniosłem jedną brew.
- No tak. A co? - ten wojowniczo wysunięty podbródek i założone ręce, pięknie podkreślające kształtne piersi... Cholera, Weasley, skup się.
- No to doskonale, ale nie licz na to, że będę spać na podłodze. - uśmiechnąłem się łobuzersko.
- Tylko błagam, pamiętajcie o zaklęciu wyciszającym, bo nie chcę się w nocy budzić przez wasze jęki. - zaśmiał się Lee.
- Nie zapomnimy. - mrugnęła do niego blondynka. Chwila... CO?? Oby nie żartowała, oby nie żartowała... Zamroczony usiadłem w nogach łóżka, wpatrując się w dziewczynę jak urzeczony. Niewiele myśląc, pochyliłem się nad nią i już miałem ją pocałować... gdy drzwi dormitorium otworzyły się i stanął w nich sam Albus Dumbledore.
- O cholera. - wymsknęło się mojemu bliźniakowi.
- Panno Crimson, zapraszam do mojego gabinetu, chyba musimy uciąć sobie pogawędkę. - rzekł dobrotliwie i odwrócił się.
- Panie dyrektorze, nie może pan! - krzyknąłem, zrywając się na równe nogi. Przyjaciele spojrzeli na mnie ze zdumieniem.
- Czego nie mogę, panie Weasley? - starszy czarodziej popatrzył na mnie rozbawiony.
- Wywalać Kristen ze szkoły! - zamachałem gwałtownie rękoma.
- Ależ ja nie chcę wyrzucić twojej dziewczyny. - zachichotał.
- Słucham? - zaperzyła się blondynka.
- Ktoś w końcu musiał określić rodzaj waszej relacji. - mrugnął do mnie filuternie Dumbledore.
- Szkoła palantów. - wypaliła Crimson.
- Gdzie jest mój popcorn? - wyszeptał zafascynowany Jordan i usiadł na środku swojego stosiku ubrań. Forge wyczarował kubełek popcornu i siadł z szeroko otwartymi oczami obok niego.
- No dobrze, więc utnijmy sobie pogawędkę tutaj. - dyrektor wzruszył ramionami i usiadł po turecku na łóżku Forda.
- Nie wrócę do Hufflepuffu. - Kristen postawiła sprawę jasno.
- Rozumiem. 100 odebranych naraz punktów to nie byle co. Ja osobiście świetnie się bawiłem, więc przyznaję ci 30 punktów za spryt, 30 za odwagę, 30 za fenomenalną i efektowną ucieczkę oraz 10 za małą rewolucję. Tak więc Hufflepuff nic nie stracił. Niestety, szlabanu nie mogę ci cofnąć. - wygłosił z uśmiechem Albus. - To jak, podtrzymujesz swoją decyzję?
- Tak. - psotnicy nie drgnęła nawet brew.
- No cóż... Więc witamy w Gryffindorze. - powiedział dyrektor i jednym machnięciem różdżki zmienił emblemat na szacie dziewczyny oraz przeniósł tu jej dawne łóżko, najwyraźniej wraz z wszystkimi rzeczami. Hmm... Ciekawa ta pościel w motyw z Jezusem... - Powiadomię grono profesorskie o zaistniałej sytuacji. Twoi współlokatorzy z pewnością użyczą ci planu zajęć. Do zobaczenia.
I wyszedł. podgwizdując. Jasny gwint.
- Ja po prostu nie wierzę. - wymamrotał Lee.
- Nie dość, że pozwolił ci zmienić dom, to jeszcze zamieszkać z trzema facetami. - zawtórował mu mój brat.
- Szkoda, że jednak nie będziesz spała w moim łóżku. - westchnąłem rozczarowany, sadowiąc tyłek na twarzy Syna Bożego.
- A właśnie, co to w ogóle miało być z tą dziewczyną? - zbulwersowała się.
- Ale to nie ja powiedziałem. - uniosłem ręce w obronnym geście.
- Ale i nie zaprzeczyłeś! - wkurzała się dalej.
- Bo może nie chciałem?! - uniosłem się. Zapadła krępująca cisza, którą przerwał dźwięk przeżuwanego popcornu, dobiegający ze sterty ubrań Jordana.
- A. - stwierdziła błyskotliwie... moja dziewczyna?
- To... co ty na to? - zaczerwieniłem się.
- Ja... Uch, nie przyspieszajmy nic na siłę. - wybąkała, spuszczając wzrok.
- Ok. - poczułem się jak przekłuty balon.
- Too... My poczekamy na was przed klasą OPCM. - stwierdził szybko Forge i razem z Lee pospiesznie opuścili dormitorium.
- Słuchaj... To nie tak, że ja ci daję kosza, po prostu niech to samo się rozwija. - uśmiechnęła się do mnie uroczo, przez co nie mogłem się na nią gniewać. W jednej chwili postanowiłem, że wypatroszę każdego frajera, który się do niej zbliży, a ja sam będę cierpliwy. Czasem trzeba. No wiecie, gdy warto.
- No jak chcesz. - wzruszyłem ramionami, po czym podbiegłem do drzwi. - Kto ostatni przed klasą, ten kocha Filcha! - wrzasnąłem i wybiegłem jak poparzony petardami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zanim skrytykujecie, zastanówcie się poważnie, czy chcecie narazić się na bombowy gniew!