Kerstin pomyślała o musztardzie. Zapytacie: czemu do licha ciężkiego akurat o musztardzie? Nikt nie wie. Przecież dziewczyna nawet nie lubiła musztardy. Nie cierpiała jej smaku, zapachu i wyglądu. Sama nazwa była do bani, poza tym, że rymowała się ze słowem
p e t a r d a. A Puchonka kochała wybuchy, iskry, głośność - ogółem wszystko, co było bombowe. Jeśli wiecie, co mam na myśli. Taki jej mały fetysz. Chociaż, zważając na to, że jej ostatni eksperyment rozwalił pół korytarza na drugim piętrze, wcale nie taki mały. Ale co się dziwić - przez sześć lat spędzonych w Hogwarcie jej zdolności znacznie się rozwinęły. Na tyle, że profesor Flitwick, będący świadkiem zdarzenia, nawrzeszczał na nią, a następnie przyznał jej domowi 20 punktów za wiedzę ponadprogramową. Jednakowoż dla podkreślenia swego nauczycielskiego autorytetu kazał jej pójść do profesor McGonagall, aby ta przydzieliła jej szlaban, bo sam nie miał serca ukarać swej, poniekąd, ulubienicy. Wytleniona blondynka dotarła do gabinetu surowej opiekunki Gryfonów, beztrosko podgwizdując. Grzecznie i kulturalnie zapukała do drzwi, a po usłyszeniu pozwolenia na wejście, otworzyła je na całą szerokość z wielkim uśmiechem na ustach, narażając się na gniewne spojrzenie JużMINERVYpuszczają spod zmarszczonych brwi.
- Tak, panno Crimson? - spytała, zaciskając wargi.
- Psor Flitwick mnie przysłał, aby pani dała mi jakiegoś szlabanika. - wzruszyła ramionami Kerstin.
- Chyba wolę nie wiedzieć, czym sobie na to zasłużyłaś. - westchnęła głęboko profesorka. - No dobrze, odbębnisz ten szlaban z panami Weasley. Trwa do końca tygodnia, tak?
- Zgadza się, pani profesor! - wyszczerzył zęby jeden z rudych bliźniaków, najwyraźniej poprawiając... wypracowania?
- Bardzo przyjemna atmosfera, zapraszamy! - zawołał radośnie jego brat, dosuwając dodatkowe krzesło pośrodku.
- No dobra. - uśmiechnęła się i usiadła między nimi.
- Nazywamy się Gred i Forge. - oznajmił jeden z rudzielców.
- A ty? - zapytała jego kopia.
- Nie jestem idiotką. - popatrzyła na nich z politowaniem. - Doskonale wiem, że nazywacie się Zgred i Ford.
Weasleyowie spojrzeli po sobie zaskoczeni, po czym parsknęli śmiechem, przez co McDonald skarciła całą trójkę.
- No dobrze, a ty, panno Crimson, jak masz na imię? - zapytał z wesołym szacunkiem Fred.
- Kerstin. - prychnęła, widząc, jak George bez zadania sobie trudu przeczytania jakiejkolwiek pracy wlepia wszystkim Ślizgonom najniższe oceny.
- To dlaczego zostałaś ukarana? - zagaił Forge.
- Niechcący wywaliłam pół korytarza na drugim piętrze. - przewróciła oczami.
- Niechcący? - zamarł Gred z otwartymi ustami.
- Pół korytarza? - zawtórował mu Ford.
- No tak, bo chciałam wysadzić tylko schowek na miotły. - zamrugała niewinnie.
- Jak to zrobiłaś?? - zakrzyknęli jednocześnie.
- Trochę mugolskich petard wzmocnionych kilkoma sprytnymi zaklęciami. - machnęła lekceważąco ręką.
- Kilkoma...
- Sprytnymi zaklęciami?
Ich zdumienie wydawało się dziewczynie zabawne.
- Ludzie mają różne hobby. - zacmokała.
- Ależ my doskonale o tym wiemy! - żachnął się Zgred.
- Więc co powiesz na współpracę? - mrugnął do blondynki jego bliźniak.
- Cóż... Zgred z Fordem zawsze może się przydać. Wchodzę w to!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zanim skrytykujecie, zastanówcie się poważnie, czy chcecie narazić się na bombowy gniew!