Siedziałem sobie grzecznie z Lee i moim bliźniakiem pod klasą profesora Flitwicka, wcale nie planując użycia na nim zaklęcia powiększającego, gdy dopadła nas wściekła Hermiona z wypchaną torbą i książką pod pachą.
- Wy! - warknęła, wyciągając w naszą stronę groźnie wygięty palec.
- We własnych osobach. - zatrzepotał rzęsami Fred, ale młoda tylko obrzuciła go morderczym spojrzeniem.
- Zamierzacie wziąć udział w Turnieju! - oskarżyła nas.
- Jak najbardziej! - wyszczerzyłem się radośnie.
- Miona, daj im spokój... - Potter, który za nią przyszedł, postanowił ruszyć nam na ratunek.
- Nie, Harry, nie wtrącaj się! - strąciła jego rękę ze swojego ramienia.
- Damy sobie radę. - przewrócił oczami Jordan, co doprowadziło Granger na skraj wytrzymałości.
- Możecie tam zginąć, to niebezpieczne! - wydarła się na naszego czarnoskórego przyjaciela.
- No i świetnie, jak zginę, to przynajmniej nikt nie będzie cię już denerwował! - krzyknął sfrustrowany Lee.
- No i doskonale! - wykrzyknęła dziewczyna, pakując mu z impetem książkę w brzuch, aż jęknął i się zgiął, a ona odeszła szybkim, nerwowym krokiem. Otworzyłem szerzej oczy, obserwując tę dwójkę. Okularnik popatrzył na nas ze współczuciem i pobiegł za przyjaciółką.
- Ona zwariowała. - stęknął Jordan, odrywając od siebie grube tomiszcze.
- Po prostu się martwi. - wzruszyła ramionami Kristen, dotychczas strategicznie schowana za starą zbroją. Zabrała księgę z rąk Lee i zaczęła ją wertować. - Ale chce nam pomagać. - uśmiechnęła się z zadowoleniem po chwili i pokazała nam stronę, na której widniała recepta na wzmocniony Eliksir Postarzający.
* * *
- A co wy na to, gdybyśmy napisali swoje imiona na jednej kartce? - zapytał nagle olśniony Gred znad kociołka. Spojrzeliśmy na niego jak na debila. - No co? Większe szanse, że Czara nas wylosuje!
- Ależ braciszku, to niezgodne z regulaminem! - udawałem święte oburzenie, przez co moi współlokatorzy parsknęli śmiechem.
- Jestem za! Jeśli Czara nas wylosuje, to problem innych szkół, że ich uczniowie o tym nie pomyśleli. - rozpromienił się Jordan.
* * *
Następnego ranka całą czwórką ruszyliśmy dumnie w porze śniadaniowej do Wielkiej Sali. Na progu jednocześnie wypiliśmy odmierzone wcześniej porcje eliksiru i na oczach całego Hogwartu bezproblemowo przekroczyliśmy linię narysowaną przez dyrektora, wrzucając do ognia kartkę ze swoimi nazwiskami. Odczekaliśmy chwilę, dla pewności, czy wszystko się udało, po czym z wielkimi uśmiechami ruszyliśmy do stołu Gryffindoru, objęci wnikliwym spojrzeniem Snape'a.
- Dzięki, mała! - wyszczerzył się do Hermiony Lee, siadając naprzeciwko niej. Ona nic nie powiedziała, tylko pokręciła głową ze zrezygnowaniem, a siedzący obok dziewczyny Ron wgapił się morderczym wzrokiem w dredziastego.
* * *
To ten wieczór. Dzisiaj Czara Ognia wybierze uczestników Turnieju. Wszyscy siedzieli przy kolacji niespokojnie, czekając na właściwy moment. W końcu Dumbledore nie przedłużał. Podszedł do kielicha i rozpoczął proces. Najpierw wyleciała jakaś różowa karteczka.
- Reprezentantką Beauxbatons zostaje panna Fleur Delacour! - oklaski, dziewczęce piski, mhm, ok, no szybciej, dalej... Tym razem wypadł czarny kartonik.
- Reprezentantem Durmstrangu zostaje pan Victor Krum! - kupa mięśni ruszyła do sali, w której czekała już Francuzka. Zaraz padnę, nie wytrzymam... Teraz Czara wyrzuciła dość duży kawałek pergaminu... Spojrzeliśmy po sobie z przyjaciółmi, za to Albus po zapoznaniu się z treścią kartki zamarł. Po chwili odchrząknął.
- Reprezentantami Hogwartu zostają panna Kirsten Crimson oraz panowie Lee Jordan, i Fred i George Weasley. - odczytał. Na Sali zapadła cisza. Wszyscy się na nas gapili. Lee chciał się zapaść pod stół ze wstydu.
- To niemożliwe! - wydarł się dyrektor Durmstrangu!
- Phodłe oszustfo! - zawtórowała mu madame Maxime.
- Przecież oni nie są jeszcze pełnoletni! - zmartwiła się profesor McGonagall.
- Dosyć tego! - przerwał dyrektor Hogwartu. - Czara zadecydowała tak, a nie inaczej. Proszę wybranych do dołączenia do reszty reprezentantów.
Wstaliśmy niepewnie i udaliśmy się do wyznaczonej sali, odprowadzani zszokowanymi spojrzeniami. W pomieszczeniu spotkaliśmy zdziwionych naszą obecnością obcokrajowców.
- Ja się na to nie zgadzam! To faworyzowanie jednej szkoły! - usłyszeliśmy protesty Karkarowa, a po chwili przyszli wszyscy dyrektorowie wraz z opiekunką naszego domu.
- Czy wrzucaliście kartkę do Czary? - zapytała nas McGonagall. Wszyscy popatrzyli na nas z wyczekiwaniem.
- T-tak. - wyjąkał mój bliźniak.
- Eliksir Postarzający? - spytał Dumbledore, unosząc jedną brew.
- Wzmocniony. - Kristen spuściła głowę.
- Njebywałe! - oburzyła się dyrektorka Beauxbatons.
- Teraz już za późno, muszą wziąć udział w Turnieju. - wzruszył ramionami Albus.
- A czy nie moglibyśmy przeprowadzić między nimi wewnętrznej rywalizacji, która wyłoni jednego reprezentanta Hogwartu? - zaproponowała nasza opiekunka.
- Nie. Regulamin mówi jasno: czyje nazwisko wypadnie z Czary Ognia, ten musi przystąpić do zawodów. - spierał się nasz dyrektor.
- A czy regulamin nie mówi jasno o oszustach? - warknął bułgarski dyrektor.
- Oni nie są oszustami. Zrobili to publicznie, a teraz też się przed nami przyznali. Po prostu przechytrzyli Linię Wieku. - Dumbledore nas bronił.
- Co na to Ministerstwo Magii? - zwróciła się madame Maxime do pana Croucha reprezentującego Ministerstwo.
- Cóż, nie jest to w pełni zgodne z zasadami, ale gdybyśmy pozwolili startować tylko jednemu z nich albo żadnemu, byłoby jeszcze gorzej. - zadumał się sztywniaczek.
- Więc przygotowujcie się do pierwszego zadania, a teraz zmykajcie do dormitorium. - pogoniła nas profesor McGonagall. Wciąż zdumieni naszym szczęściem postanowiliśmy dać upust naszej radości. Zgred i Crimson pobiegli na błonia z zamiarem zrobienia pokazu fajerwerek, a my z Jordanem ruszyliśmy w stronę lochów, by podrzucić Snape'owi łajnobomby do kociołka, gdy zobaczyła nas Granger.
- Ty idioto! - wrzasnęła na mojego przyjaciela i walnęła go w ramię. - Coś ty sobie myślał?!
- Że będziesz się cieszyć moim szczęściem, a nie mnie maltretować! - krzyknął rozgoryczony Lee. Zachichotałem.
- Teraz będę musiała pilnować, żebyś tam nie zginął! - dziewczyna złapała się za głowę.
- Nie musisz! - sarknął Jordan.
- Ale chcę. - ucięła krótko Hermiona i odeszła, pozostawiając mojego otumanionego przyjaciela.
- Wiesz, ja chyba muszę się przewietrzyć. - wyznał Lee i wyszedł ze szkoły w kierunku chatki Hagrida. Trudno, wywinę jakiegoś psikusa sam. Zobaczyłem schodzącego ze schodów Filcha, więc niewiele myśląc, z wrednym uśmieszkiem zaczarowałem zbroję tak, by go goniła.
- Panie Weasley! - skarciła mnie opiekunka naszego domu, której nie zauważyłem. - Minus 20 punktów dla Gryffindoru i natychmiast za mną!
Uch, znowu zaprowadzi mnie do swojego gabinetu i da jakiś nudny szlaban. A tym razem nikogo do towarzystwa, ech... Gdy weszliśmy do pomieszczenia, wygłosiła pouczający wykład o szacunku dla charłaków, po czym kazała mi wymyć okna na całym piętrze mugolskim sposobem, począwszy od jej gabinetu. Wciąż radosny wziąłem się do pracy, gdy usłyszeliśmy głośny rumor. Profesor McGonagall wyleciała sprawdzić, co to. Dwie minuty później wróciła z uśmiechniętą Pomyluną.
- Za karę pomożesz George'owi! - warknęła na blondynkę Minerva i wyszła, najwyraźniej nie chcąc na nas patrzeć.
- To co zrobiłaś? - zagadnąłem do niej przyjacielsko, podając jej drugą szmatkę.
- Och, szukałam nargli, gdy nagle spostrzegłam je na żyrandolu. Wspięłam się na niego, ale on nie utrzymał mojego ciężaru i spadł, a nargle uciekły...
Hmm... To będzie ciekawy szlaban...