poniedziałek, 27 lutego 2017

ROZDZIAŁ 4: Czyli o oszukiwaniu

             Siedziałem sobie grzecznie z Lee i moim bliźniakiem pod klasą profesora Flitwicka, wcale nie planując użycia na nim zaklęcia powiększającego, gdy dopadła nas wściekła Hermiona z wypchaną torbą i książką pod pachą.
- Wy! - warknęła, wyciągając w naszą stronę groźnie wygięty palec. 
- We własnych osobach. - zatrzepotał rzęsami Fred, ale młoda tylko obrzuciła go morderczym spojrzeniem.
- Zamierzacie wziąć udział w Turnieju! - oskarżyła nas.
- Jak najbardziej! - wyszczerzyłem się radośnie.
- Miona, daj im spokój... - Potter, który za nią przyszedł, postanowił ruszyć nam na ratunek.
- Nie, Harry, nie wtrącaj się! - strąciła jego rękę ze swojego ramienia.
- Damy sobie radę. - przewrócił oczami Jordan, co doprowadziło Granger na skraj wytrzymałości.
- Możecie tam zginąć, to niebezpieczne! - wydarła się na naszego czarnoskórego przyjaciela.
- No i świetnie, jak zginę, to przynajmniej nikt nie będzie cię już denerwował! - krzyknął sfrustrowany Lee.
- No i doskonale! - wykrzyknęła dziewczyna, pakując mu z impetem książkę w brzuch, aż jęknął i się zgiął, a ona odeszła szybkim, nerwowym krokiem. Otworzyłem szerzej oczy, obserwując tę dwójkę. Okularnik popatrzył na nas ze współczuciem i pobiegł za przyjaciółką.
- Ona zwariowała. - stęknął Jordan, odrywając od siebie grube tomiszcze.
- Po prostu się martwi. - wzruszyła ramionami Kristen, dotychczas strategicznie schowana za starą zbroją. Zabrała księgę z rąk Lee i zaczęła ją wertować. - Ale chce nam pomagać. - uśmiechnęła się z zadowoleniem po chwili i pokazała nam stronę, na której widniała recepta na wzmocniony Eliksir Postarzający.

                                                                         * * * 
 - A co wy na to, gdybyśmy napisali swoje imiona na jednej kartce? - zapytał nagle olśniony Gred znad kociołka. Spojrzeliśmy na niego jak na debila. - No co? Większe szanse, że Czara nas wylosuje!
- Ależ braciszku, to niezgodne z regulaminem! - udawałem święte oburzenie, przez co moi współlokatorzy parsknęli śmiechem.
- Jestem za! Jeśli Czara nas wylosuje, to problem innych szkół, że ich uczniowie o tym nie pomyśleli. - rozpromienił się Jordan.

                                                                       * * *
       Następnego ranka całą czwórką ruszyliśmy dumnie w porze śniadaniowej do Wielkiej Sali. Na progu jednocześnie wypiliśmy odmierzone wcześniej porcje eliksiru i na oczach całego Hogwartu bezproblemowo przekroczyliśmy linię narysowaną przez dyrektora, wrzucając do ognia kartkę ze swoimi nazwiskami. Odczekaliśmy chwilę, dla pewności, czy wszystko się udało, po czym z wielkimi uśmiechami ruszyliśmy do stołu Gryffindoru, objęci wnikliwym spojrzeniem Snape'a.
- Dzięki, mała! - wyszczerzył się do Hermiony Lee, siadając naprzeciwko niej. Ona nic nie powiedziała, tylko pokręciła głową ze zrezygnowaniem, a siedzący obok dziewczyny Ron wgapił się morderczym wzrokiem w dredziastego.

                                                                    * * *

          To ten wieczór. Dzisiaj Czara Ognia wybierze uczestników Turnieju. Wszyscy siedzieli przy kolacji niespokojnie, czekając na właściwy moment. W końcu Dumbledore nie przedłużał. Podszedł do kielicha i rozpoczął proces. Najpierw wyleciała jakaś różowa karteczka. 
- Reprezentantką Beauxbatons zostaje panna Fleur Delacour! - oklaski, dziewczęce piski, mhm, ok, no szybciej, dalej... Tym razem wypadł czarny kartonik.
- Reprezentantem Durmstrangu zostaje pan Victor Krum! - kupa mięśni ruszyła do sali, w której czekała już Francuzka. Zaraz padnę, nie wytrzymam... Teraz Czara wyrzuciła dość duży kawałek pergaminu... Spojrzeliśmy po sobie z przyjaciółmi, za to Albus po zapoznaniu się z treścią kartki zamarł. Po chwili odchrząknął.
- Reprezentantami Hogwartu zostają panna Kirsten Crimson oraz panowie Lee Jordan, i Fred i George Weasley. - odczytał. Na Sali zapadła cisza. Wszyscy się na nas gapili. Lee chciał się zapaść pod stół ze wstydu.
- To niemożliwe! - wydarł się dyrektor Durmstrangu! 
- Phodłe oszustfo! - zawtórowała mu madame Maxime.
- Przecież oni nie są jeszcze pełnoletni! - zmartwiła się profesor McGonagall. 
- Dosyć tego! - przerwał dyrektor Hogwartu. - Czara zadecydowała tak, a nie inaczej. Proszę wybranych do dołączenia do reszty reprezentantów.
Wstaliśmy niepewnie i udaliśmy się do wyznaczonej sali, odprowadzani zszokowanymi spojrzeniami. W pomieszczeniu spotkaliśmy zdziwionych naszą obecnością obcokrajowców. 
- Ja się na to nie zgadzam! To faworyzowanie jednej szkoły! - usłyszeliśmy protesty Karkarowa, a po chwili przyszli wszyscy dyrektorowie wraz z opiekunką naszego domu.
- Czy wrzucaliście kartkę do Czary? - zapytała nas McGonagall. Wszyscy popatrzyli na nas z wyczekiwaniem.
- T-tak. - wyjąkał mój bliźniak. 
- Eliksir Postarzający? - spytał Dumbledore, unosząc jedną brew.
- Wzmocniony. - Kristen spuściła głowę.
- Njebywałe! - oburzyła się dyrektorka Beauxbatons.
- Teraz już za późno, muszą wziąć udział w Turnieju. - wzruszył ramionami Albus.
- A czy nie moglibyśmy przeprowadzić między nimi wewnętrznej rywalizacji, która wyłoni jednego reprezentanta Hogwartu? - zaproponowała nasza opiekunka.
- Nie. Regulamin mówi jasno: czyje nazwisko wypadnie z Czary Ognia, ten musi przystąpić do zawodów. - spierał się nasz dyrektor.
- A czy regulamin nie mówi jasno o oszustach? - warknął bułgarski dyrektor.
- Oni nie są oszustami. Zrobili to publicznie, a teraz też się przed nami przyznali. Po prostu przechytrzyli Linię Wieku. - Dumbledore nas bronił.
- Co na to Ministerstwo Magii? - zwróciła się madame Maxime do pana Croucha reprezentującego Ministerstwo. 
- Cóż, nie jest to w pełni zgodne z zasadami, ale gdybyśmy pozwolili startować tylko jednemu z nich albo żadnemu, byłoby jeszcze gorzej. - zadumał się sztywniaczek.
- Więc przygotowujcie się do pierwszego zadania, a teraz zmykajcie do dormitorium. - pogoniła nas profesor McGonagall. Wciąż zdumieni naszym szczęściem postanowiliśmy dać upust naszej radości. Zgred i Crimson pobiegli na błonia z zamiarem zrobienia pokazu fajerwerek, a my z Jordanem ruszyliśmy w stronę lochów, by podrzucić Snape'owi łajnobomby do kociołka, gdy zobaczyła nas Granger.
- Ty idioto! - wrzasnęła na mojego przyjaciela i walnęła go w ramię. - Coś ty sobie myślał?!
- Że będziesz się cieszyć moim szczęściem, a nie mnie maltretować! - krzyknął rozgoryczony Lee. Zachichotałem.
- Teraz będę musiała pilnować, żebyś tam nie zginął! - dziewczyna złapała się za głowę.
- Nie musisz! - sarknął Jordan.
- Ale chcę. - ucięła krótko Hermiona i odeszła, pozostawiając mojego otumanionego przyjaciela. 
- Wiesz, ja chyba muszę się przewietrzyć. - wyznał Lee i wyszedł ze szkoły w kierunku chatki Hagrida. Trudno, wywinę jakiegoś psikusa sam. Zobaczyłem schodzącego ze schodów Filcha, więc niewiele myśląc, z wrednym uśmieszkiem zaczarowałem zbroję tak, by go goniła.
- Panie Weasley! - skarciła mnie opiekunka naszego domu, której nie zauważyłem. - Minus 20 punktów dla Gryffindoru i natychmiast za mną!
Uch, znowu zaprowadzi mnie do swojego gabinetu i da jakiś nudny szlaban. A tym razem nikogo do towarzystwa, ech... Gdy weszliśmy do pomieszczenia, wygłosiła pouczający wykład o szacunku dla charłaków, po czym kazała mi wymyć okna na całym piętrze mugolskim sposobem, począwszy od jej gabinetu. Wciąż radosny wziąłem się do pracy, gdy usłyszeliśmy głośny rumor. Profesor McGonagall wyleciała sprawdzić, co to. Dwie minuty później wróciła z uśmiechniętą Pomyluną.
- Za karę pomożesz George'owi! - warknęła na blondynkę Minerva i wyszła, najwyraźniej nie chcąc na nas patrzeć.
- To co zrobiłaś? - zagadnąłem do niej przyjacielsko, podając jej drugą szmatkę.
- Och, szukałam nargli, gdy nagle spostrzegłam je na żyrandolu. Wspięłam się na niego, ale on nie utrzymał mojego ciężaru i spadł, a nargle uciekły...
Hmm... To będzie ciekawy szlaban...

środa, 30 listopada 2016

ROZDZIAŁ 3: Czyli o kreatywności i patroszeniu

   Muszę przyznać, że sytuacja panny Crimson zrobiła wrażenie na wszystkich. Nikt do tej pory nie miał na tyle impetu, by zażądać przeniesienia do innego domu. I wciąż nie ma. A ona po prostu z dnia na dzień stała się jedną z nas. Ale Hogwart, jak to Hogwart, dość szybko się przyzwyczaił. Tylko Puchoni łypali na nas spode łba. Cóż, my od dawien dawna mieliśmy wielkich dowcipnisi: Huncwotów, Weasleyów, a teraz ukradliśmy im ich najlepszą żartownisię. Cóż, w miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone.
   Nadszedł w końcu mój ulubiony dzień w roku: Noc Duchów. Uwielbiałem tę atmosferę. Tym razem profesor Dumbledore zgodził się wcielić w życie mój pomysł, by każdy się za coś przebrał. Dopilnować tego mieli opiekunowie domów: gdy zamigota im przed oczyma jakiś nieprzebrany gówniak, odejmuje się punkty. No, jak się bawić, to się bawić. 
   Siedziałem na kolacji przebrany za wielkiego pająka (Ron za wszelką cenę starał się na mnie nie patrzeć), pogryzając żelki - gałki oczne i czekając na moich nieodłącznych partnerów w zbrodni. Po chwili poczułem klepnięcie w ramię i zobaczyłem, jak wielka zakrwawiona podpaska wrzeszczy do mnie: - Lee, paskudo, tylko tyle wymyśliłeś?!
- Siadaj, Kerstin, ty mugolska podpasko! - przewróciłem oczamii pociągnąłem ją za skrawek stroju na miejsce obok siebie. Pokazałem jej palcem na purpurowego ze złości profesora Snape'a, który patrzył morderczym wzrokiem na wszystkich poprzebieranych za niego. Parsknęliśmy śmiechem. Po jakimś czasie do Wielkiej Sali weszli bliźniacy... w swoim codziennym wydaniu.
- Panowie Weasley! - krzyknęła profesor McGonagall. - Dlaczego się nie przebraliście?!
- Jak to się... - zapowietrzył się Fred.
- Nie przebraliśmy?! - skończył jego oburzony bliźniak.
- Ja przebrałem się za George'a! - wypiął buntowniczo pierś Gred.
- A ja za Freda! - zamachał gwałtownie rękoma Forge.
Nauczycielce zabrakło słów, a pomieszczenie wypełniło się śmiechem zebranych. Marchewki usiadły uśmiechnięte naprzeciwko nas.
- Nie wysililiście się. - skwitowała blondi.
- Ale wykazaliście się sprytem, inteligencją i odwagą, co kwalifikuje was do niejednego domu w tej oto Szkole Magii i Czarodziejstwa... - zacząłem wygłaszać mowę patetycznym tonem, ale przerwało mi bolesne uderzenie książką w potylicę.
- Och, ucisz się wreszcie! - warknęła Hermiona, czyli siedząca obok mnie oprawczyni. 
Nadąsałem się, a moi przyjaciele przybili z młodą piątki.
W tym momencie nasz dyrektor podszedł do mównicy i poprosił o uwagę.
- Drodzy uczniowie! Jak wiecie, w tym roku odwołaliśmy szkolne rozgrywki quidditcha. Czas ogłosić przyczynę. Otóż odbędzie się u nas... Turniej Trójmagiczny! Jutro przyjadą do nas przedstawiciele szkół w Beauxbatons i Durmstrangu. Obiektywny sędzia wybierze spośród każdej szkoły jednego reprezentanta. Ale, ponieważ udział w Turnieju jest niezwykle ryzykowny, zgłaszać się do niego mogą jedynie pełnoletni uczniowie. Oswójcie się z tą nowiną, zasuwając pyszną kolację!
- Zgłaszamy się, nie? - szepnął do nas konspiracyjnie Zgred.
- No pewnie, brachu! - poczochrałem go po głowie.
- Coś czuję, że nie uda nam się oszukać tego sędziego co do wieku. - pokręciła powątpiewajaco głową Crimson.
- Ale spróbować trzeba! - wyszczerzył się zawadiacko Ford i zaczął wsuwać sorbet malinowy.
- Eliksir Postarzający? - Fred uniósł jedną brew.
- Łatwy do zdobycia. - przytaknąłem.
- A także wykrycia. - syknęła nasza przyjaciółka.
- Aj, przesadzasz. - rzekł terapeutycznym tonem George.
- Hmm... Kerstin, mogę prosić cię na chwilę? - do naszego stołu podszedł sławny Cedric Diggory.
- Jasne, czemu nie? - uśmiechnęła się do niego nasza mała, wstała i wyszła wraz z nim z Wielkiej Sali. Uno momento do sceny zazdrości...
- Po co ona wyszła z tym palantem?!! - wrzasnął Gred, rozwalając trzymane w ręku ciastko.
- Bo ją o to poprosił? - zapytałem retorycznie.
- Możemy to sprawdzić. - zachichotał Forge i pociągnął brata za rękę w kierunku wyjścia. Niechętnie postanowiłem być tym rozważnym i ruszyłem za nimi. Dołączyłem do przycupniętych za rogiem bliźniaków przysłuchujących się rozmowie parki siedzącej na schodach.
- ... i pomyślałem, że może byśmy razem wyskoczyli do Hogsmeade. - podrapał się po karku ten wymuskany bubek, próbując zastosować na dziewczynie swój urok. 
- Ale dlaczego? - Kers zbiła go z tropu.
- No... Bo...
- No wyduś to z siebie. Dlaczego dopiero teraz, odkąd trzymam z chłopakami? A może to dlatego, że przeniosłam się do innego domu, a ty lubisz egzotykę? No? Bo jak zaprosiłam cię na randkę w trzeciej klasie, to postanowiłeś to z godnością zignorować! - ostatnie zdanie napluła mu w twarz.
- Ale Kerstin... Ja... Byłem głupi... - zaczął się biedaczek jąkać. 
Zgred już nie wytrzymał i wyszedł z ukrycia.
- Dalej jesteś głupi. - rzucił pewnie, podchodząc do nich. Ced spojrzał na niego zaskoczony. - I zapewne dlatego ona się z tobą nie umówi.
- Nie tylko dlatego. - zaprzeczyła blondynka. - Także dlatego, że już kogoś mam.
- No i właś... - zamilkł na początku zdania zmieszany Fred.
- Jak już załatwisz w nim sprawy, to czekam w łóżku. - mrugnęła zalotnie do Greda i odchodząc, pocałowała go w policzek. Bliźniakom i mi opadły kopary, a Puchon wydawał się rozczarowany. Po chwili jednak Zgred odzyskał rezon.
- Jeśli jeszcze raz będziesz zaczepiał moją dziewczynę, to skończysz jak ten kurczak. - wycedził, przytykając mu różdżkę do gardła. 
- Jaki kurczak? - zamrugał zdezorientowany Cedric.
- Ten w twoich spodniach. - uśmiechnął się wrednie Fred i odszedł, a przestraszony Diggory zajrzał w swoje majtki. Dotknął penisa i gwałtownie pobladł. 
- Czy on zmienił jego fiuta we flaka? - prawie zaszlochałem z męskiego współczucia.
- Mnie nie pytaj, ja nawet nie wiedziałem, że jest takie zaklęcie. - Ford przełknął głośno ślinę.
Tymczasem Ced ruszył dziwnym krokiem w kierunku Skrzydła Szpitalnego.

czwartek, 24 listopada 2016

Bohaterowie

                                                   Kerstin Crimson



Szesnastolatka kochająca wybuchy. Cicha uczennica z Hufflepuffu... Do czasu. Przez sześć lat początkowej kariery w Hogwarcie objęta była czarem ochronnym nałożonym przez jej ojca - każdy zapominał o jej wybrykach, przez co mogła do woli sobie używać bez stałych konsekwencji i rozgłosu. Zaklęcie miało zdezaktualizować się w momencie, gdy Kerstin odkryje swą prawdziwą naturę. Wszystko w jej życiu zmienia się w momencie, kiedy zwracają na nią uwagę dwaj rudzielce, a zwłaszcza jeden z nich... 


Fred Weasley (znany także jako Gred i Zgred)



Młodszy z szesnastoletnich rudych bliźniaków. Ten bardziej pewny siebie. Uparty i arogancki. Nieustannie zaskakuje. Zdaje się, że to on złamał czar nałożony przez ojca Kerstin, bo poznawszy dziewczynę, nie pozwolił sobie na zapomnienie o niej. Nie pozwolił także jej na zapomnienie o nim. Jak widać, zakochany Weasley może wiele.


George Weasley (znany także jako Forge i Ford)



Starszy bliźniak, dopełniający swojego brata. Właściwie to zwraca uwagę na mało spraw poza żartami. Do szczęścia wystarcza mu wywołanie uśmiechu na twarzy drugiej osoby. Hobbystycznie zajmuje się denerwowaniem Olivera Wooda.


Lee Jordan



Przyjaciel bliźniaków, a z czasem i Kerstin, szkolny komentator quidditcha. Bardzo wygadany, nie bierze życia na poważnie. Raczej nie jest pomysłodawcą, jednak zawsze towarzyszy naszym rozrabiakom. Szalony i chaotyczny, bałagani wszędzie, gdzie się pojawi. Uwielbia pająki.


Hermiona Granger



Najzdolniejsza czternastoletnia uczennica Hogwartu. Jej najlepszymi przyjaciółmi są Harry i Ron, jednak odnosi się przyjacielsko do wszystkich. Najczęściej można ją spotkać zaaferowaną książkami. Jakim cudem taka dziewczyna wplątuje się w towarzystwo największych szkolnych rozrabiaków? Czy ma z tym coś wspólnego pewien chłopak z dredami?


Brad Crimson


25-letni wokalista Fatalnych Jędz, a przy okazji przyrodni brat Kerstin. Niezwykle charyzmatyczny i wyluzowany człowiek. Uwielbia swoją siostrę, są sobie bardzo bliscy. Podobnie jak u młodszej z rodzeństwa, Weasleyowie zmienią całkowicie jego życie.


Luna Lovegood (znana także jako Pomyluna)


Trzynastoletnia Krukonka błądząca gdzieś w chmurach. Jest uważana za dziwaczkę, jednak nie przejmuje się tym, co myślą o niej inni. Przyjaźni się z Ginny i Neville'm. Jej codzienność wypełnioną pogonią za narglami odmieni pewien wspólny szlaban...


Ginny Weasley


Trzynastoletnia Gryfonka, najmłodsza z rodzeństwa Weasleyów. Zadziorna i wesoła, chłopcy zaczynają się za nią oglądać, jednak ona od zawsze zakochana jest w Harrym. Świetnie zna się na ludziach, co często wykorzystuje do nieszkodliwej manipulacji bliskimi.


Bill Weasley


23-letni rudzielec, najstarszy z rodzeństwa, łamacz zaklęć dla Gringotta w Egipcie. Jest fanem Fatalnych Jędz. Jego życie było beztroskie do momentu, gdy postanowił odwiedzić swoją dawną szkołę. Wtedy stało się jeszcze bardziej beztroskie.


Neville Longbottom


Niezdarny Gryfon z czwartego roku, brak mu pewności siebie. Uwielbia zielarstwo; ma ogromne problemy z eliksirami, a zwłaszcza uczącym tego przedmiotu nauczycielem, który jest jego największym koszmarem. Gdyby nie przyjaciele, nie wychodziłby z dormitorium. Lojalny wobec swojego domu i znajomych.


Ron Weasley


Czternastoletni rudzielec, najlepszy przyjaciel Pottera. Panicznie boi się pająków, co często jest wykorzystywane przeciwko niemu. Często bywa zazdrosny o Hermionę. Czuje się poszkodowany i ma kompleks bycia gorszym od innych.

Harry Potter


Chłopiec, Który Przeżył. Bardzo sławny, chociaż tego nie cierpi. Wszyscy pokładają w nim wielkie nadzieje. Złamało by to niejednego czternastolatka, ale nie jego. Gotów pomóc przyjaciołom w każdej chwili.


Charlie Weasley


Wysportowany 21-latek, zajmuje się tresurą smoków w Rumunii. Zbuntowany i złośliwy, ale o dobrym sercu. Przyjaźni się z Tonks. Uwielbia zwierzęta, quidditcha, dowcipy i rockową muzykę.

Nimfadora Tonks (znana także jako Dora)


21-letnia absolwentka Hufflepuffu, świeżo upieczony auror. Ma niesamowity talent do pakowania się w kłopoty. Jest metamorfomagiem. Bywa dość niezdarna, jednak w odpowiednich momentach potrafi nad sobą zapanować.

Marie Crimson



Mama Brada i Kerstin, po śmieci męża połączył ją na krótko romans z Syriuszem Blackiem. Stara się dać dzieciom jak najwięcej swobody - po to, aby zostały z nią jak najdłużej. 














ROZDZIAŁ 2: Czyli o zmianach na lepsze

    - Jak to od teraz jesteś w Gryffindorze? - zapytałem zdumiony po tym, jak nasza nowa przyjaciółka wróciła jak burza do pokoju, bezceremonialnie zepchnęła mnie z mojego łóżka, sama się na nim rozłożyła i jak gdyby nigdy nic oznajmiła nam, że podziwiamy nową Gryfonkę.
- Normalnie. - wzruszyła ramionami. - Przecież to nonsens, żeby jakiś wyświechtany łach decydował o siedmiu latach z naszego życia. Człowiek naturalnie z wiekiem się zmienia i te cechy, które u mnie dominowały wcześniej, teraz odsunęły się w cień innych. 
- No ja rozumiem, a co na to profesor McGonagall? - spytał Jordan spośród swoich wysypanych ubrań. Szukał czegoś do pisania.
- Accio długopis. - mruknął George i po chwili pożądany przedmiot wpadł w jego ręce. Podał go kumplowi.
- Noo... Nie zdążyła zaprotestować. - zachichotała nerwowo Kerstin.
- I zamierzasz mieszkać tu z nami? - uniosłem jedną brew.
- No tak. A co? - ten wojowniczo wysunięty podbródek i założone ręce, pięknie podkreślające kształtne piersi... Cholera, Weasley, skup się.
- No to doskonale, ale nie licz na to, że będę spać na podłodze. - uśmiechnąłem się łobuzersko.
- Tylko błagam, pamiętajcie o zaklęciu wyciszającym, bo nie chcę się w nocy budzić przez wasze jęki. - zaśmiał się Lee.
- Nie zapomnimy. - mrugnęła do niego blondynka. Chwila... CO?? Oby nie żartowała, oby nie żartowała... Zamroczony usiadłem w nogach łóżka, wpatrując się w dziewczynę jak urzeczony. Niewiele myśląc, pochyliłem się nad nią i już miałem ją pocałować... gdy drzwi dormitorium otworzyły się i stanął w nich sam Albus Dumbledore.
- O cholera. - wymsknęło się mojemu bliźniakowi. 
- Panno Crimson, zapraszam do mojego gabinetu, chyba musimy uciąć sobie pogawędkę. - rzekł dobrotliwie i odwrócił się.
- Panie dyrektorze, nie może pan! - krzyknąłem, zrywając się na równe nogi. Przyjaciele spojrzeli na mnie ze zdumieniem.
- Czego nie mogę, panie Weasley? - starszy czarodziej popatrzył na mnie rozbawiony.
- Wywalać Kristen ze szkoły! - zamachałem gwałtownie rękoma.
- Ależ ja nie chcę wyrzucić twojej dziewczyny. - zachichotał.
- Słucham? - zaperzyła się blondynka.
- Ktoś w końcu musiał określić rodzaj waszej relacji. - mrugnął do mnie filuternie Dumbledore.
- Szkoła palantów. - wypaliła Crimson.
- Gdzie jest mój popcorn? - wyszeptał zafascynowany Jordan i usiadł na środku swojego stosiku ubrań. Forge wyczarował kubełek popcornu i siadł z szeroko otwartymi oczami obok niego.
- No dobrze, więc utnijmy sobie pogawędkę tutaj. - dyrektor wzruszył ramionami i usiadł po turecku na łóżku Forda.
- Nie wrócę do Hufflepuffu. - Kristen postawiła sprawę jasno. 
- Rozumiem. 100 odebranych naraz punktów to nie byle co. Ja osobiście świetnie się bawiłem, więc przyznaję ci 30 punktów za spryt, 30 za odwagę, 30 za fenomenalną i efektowną ucieczkę oraz 10 za małą rewolucję. Tak więc Hufflepuff nic nie stracił. Niestety, szlabanu nie mogę ci cofnąć. - wygłosił z uśmiechem Albus. - To jak, podtrzymujesz swoją decyzję?
- Tak. - psotnicy nie drgnęła nawet brew.
- No cóż... Więc witamy w Gryffindorze. - powiedział dyrektor i jednym machnięciem różdżki zmienił emblemat na szacie dziewczyny oraz przeniósł tu jej dawne łóżko, najwyraźniej wraz z wszystkimi rzeczami. Hmm... Ciekawa ta pościel w motyw z Jezusem... - Powiadomię grono profesorskie o zaistniałej sytuacji. Twoi współlokatorzy z pewnością użyczą ci planu zajęć. Do zobaczenia.
I wyszedł. podgwizdując. Jasny gwint.
- Ja po prostu nie wierzę. - wymamrotał Lee.
- Nie dość, że pozwolił ci zmienić dom, to jeszcze zamieszkać z trzema facetami. - zawtórował mu mój brat. 
- Szkoda, że jednak nie będziesz spała w moim łóżku. - westchnąłem rozczarowany, sadowiąc tyłek na twarzy Syna Bożego.
- A właśnie, co to w ogóle miało być z tą dziewczyną? - zbulwersowała się.
- Ale to nie ja powiedziałem. - uniosłem ręce w obronnym geście.
- Ale i nie zaprzeczyłeś! - wkurzała się dalej.
- Bo może nie chciałem?! - uniosłem się. Zapadła krępująca cisza, którą przerwał dźwięk przeżuwanego popcornu, dobiegający ze sterty ubrań Jordana.
- A. - stwierdziła błyskotliwie... moja dziewczyna?
- To... co ty na to? - zaczerwieniłem się. 
- Ja... Uch, nie przyspieszajmy nic na siłę. - wybąkała, spuszczając wzrok.
- Ok. - poczułem się jak przekłuty balon.
- Too... My poczekamy na was przed klasą OPCM. - stwierdził szybko Forge i razem z Lee pospiesznie opuścili dormitorium.
- Słuchaj... To nie tak, że ja ci daję kosza, po prostu niech to samo się rozwija. - uśmiechnęła się do mnie uroczo, przez co nie mogłem się na nią gniewać. W jednej chwili postanowiłem, że wypatroszę każdego frajera, który się do niej zbliży, a ja sam będę cierpliwy. Czasem trzeba. No wiecie, gdy warto. 
- No jak chcesz. - wzruszyłem ramionami, po czym podbiegłem do drzwi. - Kto ostatni przed klasą, ten kocha Filcha! - wrzasnąłem i wybiegłem jak poparzony petardami. 

czwartek, 10 listopada 2016

ROZDZIAŁ 1: Czyli o wybaczaniu i owsiance we włosach Mistrza Eliksirów

                  - Kerstin! - szepnęła gorączkowo Emily, koleżanka z dormitorium.
- Co? - wymamrotałam z ustami pełnymi jajecznicy.
- Patrzą się na ciebie! - aż się biedna zarumieniła. Spojrzałam na nią długo i uważnie, zastanawiając się, czy mówi o narglach, których na początku śniadania szukała pod naszym stołem Luna Lovegood.
- Ale kto? - zapytałam spokojnie i z matczyną troską przyłożyłam jej dłoń do czoła.
- No bliźniacy Weasley! - fuknęła na mnie. Podążyłam wzrokiem ku stole Gryfonów i faktycznie, patrzyli  na mnie wyszczerzeni. Przewróciłam oczami i ich zignorowałam, za to popatrzyłam z wyczekiwaniem na przystępującego właśnie do konsumpcji swojej owsianki Snape'a. Ein, zwei, drei... BUM! Petarda, którą tam wcześniej niepostrzeżenie wrzuciłam, rozpryskała zawartość miski na zszokowanego mistrza eliksirów i siedzących obok niego dyrektora oraz panią Hooch. Zgromadzeni w Wielkiej Sali zamarli. Ja się uśmiechnęłam i wróciłam do jedzenia jajecznicy.
- PANNO CRIMSON!!! - wrzasnęła zirytowana profesor Sprout i ruszyła gwałtownie w moją stronę.
- Oho. - mruknęłam i ku zdumieniu wszystkich zabrałam swój talerz, i razem z nim rozpoczęłam pospieszną ewakuację z pomieszczenia. Przebiegając obok stołu Slytherinu, wrzuciłam jajecznicę za kołnierz szaty Draco Malfoya, co spowodowało ogólną radość wśród uczniów. Opiekunka mojego domu była coraz bliżej. Rzuciłam talerz na podłogę i prześlizgnęłam się na nim aż do wyjścia. Panicznie zaczęłam uciekać w bliżej nieznanym mi kierunku. O nie, dopiero pierwszy tydzień nauki, a już pewnie chcą odebrać z 50 punktów. Dysząc, dobiegłam do portretu Grubej Damy.
- Hasło? - uniosła jedną brew.
Emm...
- Musztarda. - bąknęłam bez zastanowienia. Obraz na mnie fuknął i odchylił przejście do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Wpadłam tam i skierowałam się w stronę dormitorium. Wpakowałam się do pierwszego lepszego pokoju pod przypadkowe łóżko. Zamierzałam spędzić tu resztę życia.
- Chłopaki, to było ODJECHANE! - usłyszałam rozentuzjazmowany głos naszego szkolnego spikera, Lee Jordana, a po chwili drzwi się otworzyły i do środka weszły trzy osoby.
- Tak, ona jest cudowna. - westchnął rozmarzony Fred i rzucił się na łóżko, pod którym byłam.
- Żeby porwać się na Snape'a... I jeszcze uciekać przed swoją opiekunką... - rzekł z podziwem jego brat.
- Ciekawe, gdzie ona się ukrywa. - zamyślił się Lee.
- Tutaj. - zachichotałam, łapiąc Greda za zwisającą nogę, a ten krzyknął i podskoczył ze strachu, przez co spadł z łóżka i wylądował obok mnie. Spojrzeliśmy sobie w oczy.
- Jak się tutaj dostałaś? - spytał zdziwiony niemożebnie George.
- Pewnie nie uwierzycie, ale przez przypadek. - wzruszyłam ramionami.
- I co teraz zamierzasz? - zapytał Zgred.
- Nie ruszam się stąd do końca życia. - odparłam buntowniczo.
- Przecież musisz chodzić na lekcje... - wybąkał zaskoczony Jordan. 
- Ja nic nie muszę! - warknęłam. - Ja co najwyżej mogę.
- A jak zachce ci się siku? - no, Forge przynajmniej pyta o poważne kwestie.
- No tak. - podrapałam się po brodzie. - Z tym może być problem.
- To nocnik, kuweta czy pieluchomajty? - spojrzał na mnie badawczo Fred. Razem z chłopcami roześmialiśmy się.
-Raczej zawieszenie w obowiązkach uczniowskich. - otarłam wyimaginowaną łezkę i mężnie wyczołgałam się spod łóżka, próbując przeturlać się przez rudzielca, jednak ten  złapał mnie w pasie, gdy byłam na nim, i teraz stykaliśmy się nosami.
- Spokojnie, Kers, będzie dobrze. Powiem, że jestem współwinny. - zaproponował rozbawiony.
- Nie, odbiorą wam punkty. - zaprotestowałam.
- Odbiorą prędzej czy później, co za różnica. - prychnął Gred. - A na mnie przynajmniej spłynie część zasług.
- To następnym razem, jak wspólnie spłatamy figla. - pocałowałam go w czoło i żwawo wstałam. - No, to idę.
- Pamiętaj, że cię kochaliśmy. - chlipnął Lee.
- Przez pięć lat jakoś nie zauważaliście mojego istnienia. - stwierdziłam z przekąsem i dumnie wymaszerowałam z ich dormitorium. 
- Crimson, poczekaj! - zawołał za mną Ford i chwycił mnie za rękę, żebym się zatrzymała. Cały Pokój Wspólny patrzył na nas jak na sensację roku. - Nie wiem, jakim cudem  przez tyle lat nie widzieliśmy skarbu, który mieliśmy pod nosem, ale proszę, nie złość się. - wyjęczał błagalnie.
- Właśnie, nie możesz zostawić rozkochanego Zgreda! - zaszlochał jego brat, który za nami wypadł, przez co Gryfoni wybuchli śmiechem. 
Pokręciłam głową z politowaniem, poczochrałam im włosy i rzekłam czule: - No już dobrze, a teraz nie rozrabiajcie za bardzo, a ja idę odebrać szlaban.
Odwróciłam się na pięcie i odważnie pomaszerowałam ku wyjściu, żegnana pełnym uznania wzrokiem Gryfonów. Skierowałam się w kierunku gabinetu profesor Sprout... która czekała na mnie pod drzwiami z morderczym wzrokiem. Przełknęłam głośno ślinę i podeszłam do niej z nieśmiałym uśmiechem.
- MINUS 50 PUNKTÓW DLA HUFFLEPUFFU ZA OWSIANKĘ WE WŁOSACH SNAPE'A, KTÓRY BĘDZIE SIĘ TERAZ NA MNIE MŚCIŁ, MINUS 20 ZA OCHLAPANIE DYREKTORA, 10 ZA PROFESOR HOOCH, 5 ZA POTRAKTOWANIE MALFOYA JAJECZNICĄ, 15 ZA UCIECZKĘ I SZLABAN CODZIENNIE DO KOŃCA MIESIĄCA U PANI POMFREY!! - wywrzeszczała na jednym wydechu i zatrzasnęła głośno drzwi, pozostawiając mnie oszołomioną na korytarzu. 100 punktów... Puchoni mnie zabiją. O nie, mowy nie ma, za żadne skarby się już tam nie pokażę. Z buńczuczną miną wpadłam do gabinetu pani profesor JużMINERVYpuszczają.
- O, panno Crim...
- Chcę przepisać się do Gryffindoru. - przerwałam jej.
- Słucham? - wybąkała zdumiona. - Regulamin nie przewiduje czegoś takiego...
- Nie szkodzi. Od dzisiaj mieszkam z Gryfonami i chodzę z nimi na lekcje. - stwierdziłam stanowczo i nie czekając na jej reakcję, wyszłam.

środa, 9 listopada 2016

PROLOG: Czyli o początkach utrapienia czarodziejskiej społeczności

                     Kerstin pomyślała o musztardzie. Zapytacie: czemu do licha ciężkiego akurat o musztardzie? Nikt nie wie. Przecież dziewczyna nawet nie lubiła musztardy. Nie cierpiała jej smaku, zapachu i wyglądu. Sama nazwa była do bani, poza tym, że rymowała się ze słowem 
p e t a r d a. A Puchonka kochała wybuchy, iskry, głośność - ogółem wszystko, co było bombowe. Jeśli wiecie, co mam na myśli. Taki jej mały fetysz. Chociaż, zważając na to, że jej ostatni eksperyment rozwalił pół korytarza na drugim piętrze, wcale nie taki mały. Ale co się dziwić - przez sześć lat spędzonych w Hogwarcie jej zdolności znacznie się rozwinęły. Na tyle, że profesor Flitwick, będący świadkiem zdarzenia, nawrzeszczał na nią, a następnie przyznał jej domowi 20 punktów za wiedzę ponadprogramową. Jednakowoż dla podkreślenia swego nauczycielskiego autorytetu kazał jej pójść do profesor McGonagall, aby ta przydzieliła jej szlaban, bo sam nie miał serca ukarać swej, poniekąd, ulubienicy. Wytleniona blondynka dotarła do gabinetu surowej opiekunki Gryfonów, beztrosko podgwizdując. Grzecznie i kulturalnie zapukała do drzwi, a po usłyszeniu pozwolenia na wejście, otworzyła je na całą szerokość z wielkim uśmiechem na ustach, narażając się na gniewne spojrzenie JużMINERVYpuszczają spod zmarszczonych brwi. 
- Tak, panno Crimson? - spytała, zaciskając wargi. 
- Psor Flitwick mnie przysłał, aby pani dała mi jakiegoś szlabanika. - wzruszyła ramionami Kerstin.
- Chyba wolę nie wiedzieć, czym sobie na to zasłużyłaś. - westchnęła głęboko profesorka. - No dobrze, odbębnisz ten szlaban z panami Weasley. Trwa do końca tygodnia, tak?
- Zgadza się, pani profesor! - wyszczerzył zęby jeden z rudych bliźniaków, najwyraźniej poprawiając... wypracowania?
- Bardzo przyjemna atmosfera, zapraszamy! - zawołał radośnie jego brat, dosuwając dodatkowe krzesło pośrodku.
- No dobra. - uśmiechnęła się i usiadła między nimi. 
- Nazywamy się Gred i Forge. - oznajmił jeden z rudzielców.
- A ty? - zapytała jego kopia.
- Nie jestem idiotką. - popatrzyła na nich z politowaniem. - Doskonale wiem, że nazywacie się Zgred i Ford. 
Weasleyowie spojrzeli po sobie zaskoczeni, po czym parsknęli śmiechem, przez co McDonald  skarciła całą trójkę. 
- No dobrze, a ty, panno Crimson, jak masz na imię? - zapytał z wesołym szacunkiem Fred.
- Kerstin. - prychnęła, widząc, jak George bez zadania sobie trudu przeczytania jakiejkolwiek pracy wlepia wszystkim Ślizgonom najniższe oceny.
- To dlaczego zostałaś ukarana? - zagaił Forge.
- Niechcący wywaliłam pół korytarza na drugim piętrze. - przewróciła oczami.
- Niechcący? - zamarł Gred z otwartymi ustami.
- Pół korytarza? - zawtórował mu Ford.
- No tak, bo chciałam wysadzić tylko schowek na miotły. - zamrugała niewinnie.
- Jak to zrobiłaś?? - zakrzyknęli jednocześnie.
- Trochę mugolskich petard wzmocnionych kilkoma sprytnymi zaklęciami. - machnęła lekceważąco ręką.
- Kilkoma...
- Sprytnymi zaklęciami?
Ich zdumienie wydawało się dziewczynie zabawne.
- Ludzie mają różne hobby. - zacmokała.
- Ależ my doskonale o tym wiemy! - żachnął się Zgred.
- Więc co powiesz na współpracę? - mrugnął do blondynki jego bliźniak.
- Cóż... Zgred z Fordem zawsze może się przydać. Wchodzę w to!